»Khem, khem...

Mam wątpliwy zaszczyt poinformować, że ruszyły
paproszki-niekomercyjne


Nazwa paranoiczna, jak to sie wyraziła koleżanka samej Inn, podejrzewam jednak, że jakoś sobie z tym poradzicie.
Zawsze możecie zapytać "dlaczego?" Chociaż... O sz-fiolke nikt nigdy nie pytał. ;)
Może to i lepiej.

W każdym razie ogłaszam (pan z tyłu po lewej, tak, do pana mówię, proszę nie pykać w "Snake'a" teraz!), że sz-fiolka.blog.pl doczekał się swego ostatniego zdania, w końcu każde dzieło (panie od "Snake'a", proszę nie parskać śmiechem w takiej chwili!) musi mieć zakończenie.
"Matrix" miał, "Paragraf 22" też miał, "Moda na sukces" nie ma, przemyślcie to sobie.

Fiolka

P.S. A nowy blog dlatgo, że miam aspiracje nie miec żdny litrówek w tekstach, a już mi sie nie chce cały dwóch lat poprwiać. ;)
2005-06-29 º 09:40:17º
ºskomentujº


ºkopytko lub czasopismaº


»A ty weź się, nie wychyly... no, ten.

Żezu…
W ostatnim tygodniu zrobiłam tyle rzeczy, których nie robię z zasady, że sama się sobie dziwię, więc co muszą pomyśleć ludzie, którzy mnie znają od lat trzech, w porywach do dziewięciu. Makijaż i kiecka z tafty na komersie to raczej taka przygrywka była i to dość cienka w porównaniu z reszta utworu.
Po pierwsze znowu płakałam. W piątek, na zakończeniu. Kiedy ja podchodzę do pani De, pani De zapłakana tyż, i miałam jej powiedzieć o tym, jakie fajne lekcje prowadziła i wypomnieć po raz ostatni, że mi się nie pozwoliła ze starożytnego Egiptu w pierwszej klasie zgłosić. Wtedy sobie przypomniałam, jak powiedziała nam, że nosiła glany w naszym wieku (nie mogę napisać w młodości, bo pani De młoda nadal) i jak snuła plany na przyszłość, że w wieku lat sześćdziesięciu będzie posiadała na schodach frontowych własny organizer na dwóch nogach w postaci ucznia, który jej codziennie będzie przypominał, że nazywa się pani De, a lekcje ma w czwórce. Bo pani De kochała ministra oświaty całym sercem, umysłem i duszą.
No i jak sobie to przypomniałam, to już poleciało. Dobrze, że nie miałam tuszu łoter-merde-próf tym razem na sobie. I dobrze, że pani Be nie było, już wolałam tachać przez pół miasta ten prezent co jej kupiłam z powrotem do domu niż histerycznie zalana łzami paść na kolana w tej bibliotece.
Po drugie śpiewałam. Ba! Zajawkowałam. Ale przynajmniej ludzie dowiedzieli się, że ja lubię Hip-Hop, ale Hip-Hop, nie hip-hop-siup-joł, a ragga to już w ogóle kocham. I tak hitem imprezy u Malickiego stało się „Rapowe Ziarno” w wykonaniu moim i Karolci, w porywach atokala. Nawet umiem refren „Wychylylylybymy”, joł, aha, aha, matka cię nie nauczyla jak leje się tekila? No, i jeszcze z Zone zebrałyśmy gromkie oklaski za „Revolution”, a później o czwartej nad ranem przy dogasającym ognisku, kiedy wszyscy odprawiali soczysty melange (czyt. melanż) w domu, kiedy Madzior padła w bezdechu po maratonie it’s not enough-safri duo-bania u cygana, a Mielcia wcierała swój tusz do rzęs w koszulę atokala, odwrzeszczałyśmy przepisowo „Left me for dead” Dougana jak i resztę jego piosenek, które dało się odwrzeszczeć. Na „Spadam” COMY było magicznie i tyle wam powiem. Sąsiadów oddano do domu spokojnej starości.
Jeszcze tylko brakowało tego, żebym się upiła. Ale, że na imprezie było jeno piwo, którego nienawidzę szczerze i jakieś wino domowej roboty, które bynajmniej chateau nie było, to jedyna okazja do leżenia pod stołem minęła i powtórzy się pewnie dopiero z okazji studniówki. Tak to jest, jak się ma francuskie podniebienie w sprawie alkoholi i mieszka się w Polsce. Wieczna abstynencja, a jeśli już, to degustacja, ech…

Pierdół o zamkniętych rozdziałach pisać nie będę. Bo zmieni się tylko w zasadzie to, że eksmitują mnie z mojego Grand Central do pokoju wielkości sklepu osiedlowego w barwach chamsko różowych (ale proszę nie mdleć, kolega Mattecośtam + jego inwencja twórcza gratis zostali wynajęci do pomocy w malowaniu). No, i jeszcze to, że do własnej siostry będę mówić PANI profeSOR, specjalnie w głosie używając Capsa i tagów z boldem. Poza tym zmienią mi komórkę i wręczą kluczyk do szafki szkolnej. I login blogowy. Się zmieni.
Będzie dorzucony gratis w następnym numerze, bo jak na razie jest w trakcie wymyślania.

No. To by było na tyle. Z jednymi zobaczę się na ulicy zawierciowiańskiej, innych spotkam w londyńskim metrze przyodzianych w plecach sześćdziesięciolitrowy, a resztę spotkam w następnym życiu.
Jakby si ja. Fajnie było.

♪ "Spadam" - Coma
2005-06-26 º 12:25:19º
ºskomentujº


ºkopytko lub czasopismaº


»Dzieci wybiegły wesoło ze szkoły, przegoniły przedszkolaków, zajęły huśtawki.

Szkołę już tylko odwiedzam, chodzimy na dwie zmiany: ranną i południową. W ekipie mamy córkę strażnika miejskiego, więc właściwie jesteśmy nietykalni. I tak siedzimy sobie w parku, pstrykamy fotki szpanerskimi cyfrówkami i demoralizujemy młodszą generację pytaniami w stylu "A ty zostniesz metalem jak dorośniesz?".
Malicki: Patrz! Mały pank! Widać po nim!
Mały Pank dokonał już pierwszego w swoim życiu aktu wandalizmu, pobazgrał chodnik kolorową kredą.
Zapomniałabym napisać, że jestem finalistką turnieju w Amse-adamse.
A wczoraj to pojechałm sobie do Zone na powtórkę finału "Idiota", którego mi nie dane było oglądać ze względu na sobotnią imprezę z okazji półwiecza Wielkiego Eduarda. I tak oto dzisiaj zamiast odwalić naszą zmianę, komentowałyśmy te i owe części ciała Gębofonu. Ale to Zone zaczęła. Leszczu dredy ściął, w takim razie odbijany, teraz robię ja. Ktoś w tym związku dredy mieć musi, nie ma bolca (i jesli nie wspomniałam, że genialne zdjęcie miał na okładce "Przekroju" to wspominam teraz).

Wielki Eduardo na zwolnieniu lekarskim od końca maja siedzi, już widać, że mu się nudzi wybitnie, odwozi mnie wszędzie, a dzisiaj nawet mam mieć z nim pierwszą sesję pt. "jak przeglądać w internecie giełdę samochodową". Odbędzie się, o ile nie usnę.

Jeszcze tylko jedna impreza i już będę mogła uznać, że etap mojego życia o wdzięcznym tytule "Gimnazjum" jest zamknięty. Imprezę jakoś przeżyję, przyozdobię się w barwy wojenne i tym razem może nic nie spieprzę, a może nawet nie zsolę. A później sobie wyjadę w tak zwaną Cholerę Górną.

Na koniec dwa ogłoszenia drobne. Fiolka jest zmęczona ostatnio, złożona w czterdzieści cztery i ma pozaginane rogi. To dlatego ostatnie notki są porywające jak spis treści w roczniku statystycznym. Jeszcze Kółko Miłośników Fachu Dziennikarskiego chcą nam rozwiązać, bo nie mamy sponsorów. Jedyna firma, która chce nas wspomóc finansowo nazywa się "Jajko".
Drugim mym problemem natury egzystencjonalnej jest namiętna chęć posiadania czapki wzorowanej na tych, które dzielnie i wiernie noszą Marines. Koszt 35 zeta. Może się firma "Jajko" rzuci, zapytam ich.

♪ "Ppr:Kut" - Linkin' Park
2005-06-21 º 19:57:47º
ºskomentujº


ºkopytko lub czasopismaº




Dawno i nieprawda
03:05º07º08º09º10º11º12º
04:01º02º03º04º05º06º07º08º09º10º11º12
05: 01º02º03º04º05º06º


Zone º Ein º Pier-san º Neko Navras º Mil º Sy 229 º Inn Czeko º Daisy G. º aaktt Mattcośtam º mehehe º R_T
LO º Bundz º ¿Ke?
º marki Fiol Prodakszyn ©
º fot: deviant, Fiol
ºinspiracja:"Bitter Sweet Symphony" - The Verve & Star Wars ;)
º brószę i tua:Nul & SqFi
º katering:Mamusia
P.O.D. napięciem. Tkniesz, a pokopie. All made in Taiwan.
Fiol, ur. a.d. 89 gdy jeszcze można było nazwać się rewolucjonistą, youth of the nation, nosi treki, żeby być alternatywną do tych, co noszą alternatywne glany, lubi własne nazwisko w gazecie i wymowę słowa "chateau", nie lubi firanek i biletów miesięcznych, pyk i wszystko jasne, telewizję ogląda w sklepie RTV, zasilana na akumulatorek Respiratora, w przyszłości przewodnicząca Partii Kulkidsów, następczyni Najsztuba i żona Dougana.
º@ º§22 ºΦphi º«rew º